Sukces: jak go osiągnąć – nietypowe podejście.

Podejmij działanie = osiągnij sukces?

Sukces, ach ten sukces!

Książek, artykułów, wykładów (motywacyjnych) dotyczących tego co odróżnia ludzi sukcesów od nas, szaraczków, w ostatnim czasie wyrosło jak grzybów po deszczu. Każdy chce poznać ten tajemniczy przepis, dzięki któremu zaczniemy osiągać upragnione rezultaty. Przepis ten jednak sprowadza się do (mało odkrywczej zresztą) formuły: aby osiągnąć określony wynik potrzebne jest przede wszystkim działanie! To właśnie magiczne działanie jest paliwem każdego sukcesu. Więc jeśli chcesz schudnąć, nauczyć się angielskiego, założyć dobrze prosperującą firmę – zacznij działać. Proste? Proste.

No nie takie proste, bo przecież byle jakie działanie nie przyniesie rezultatu. Trzeba wiedzieć JAK działać. No więc zapisujesz się na kurs angielskiego, albo kupujesz płytę z treningiem Chodakowskiej i już wiesz. Nadszedł ten moment kiedy sukces jest już tuż tuż. Tuż za rogiem. Musisz tylko….

No i dupa. Siedzisz na kanapie, wcinasz kolejne ciastko i oglądasz jak Chodakowska robi kolejny przysiad. O, tutaj jeszcze nóżka do góry, rączka w bok i po 40 minutach patrzenia w ekran mówisz sobie: od jutra! (No, bo przecież kto to widział tak bez dogłębnej analizy każdej minuty treningu po prostu wstać i zacząć się pocić). Przychodzi jednak jutro i tak się akurat niefortunnie złożyło, że to był naprawdę ciężki i męczący dzień. Kolejnego dnia po prostu czas przez palce Ci umknął i ani się obejrzałaś a już była 23 i padałaś wykończona na przysłowiowy pysk. Po kilku tygodniach płyta zaczyna obrastać kurzem, a Twoja głowa generuje kolejne przekonanie pt: „mnie się nigdy nie uda”, „jestem do niczego”, „to nie dla mnie”, „już zawsze będę gruba”.

Też to znasz?

„Jak schudnę to będę szczęśliwa” vs „Jak będę szczęśliwa to schudnę”

No dobra, ale nie przyszłaś tutaj po to żeby czytać o oczywistych oczywistościach, bo przecież gdzieś tam przemyciłam informację, że mogę pomóc Ci to zmienić. A mogę, pewnie, że mogę. Tylko chcę Cię uprzedzić: zmiana może nie być łatwa. Nie będzie składać się z jednego, zaskakująco prostego triku, o którym nie śniło się nawet amerykańskim naukowcom. Zmiana z reguły jest trudna. Nasz mózg nie lubi zmian. Więc jeżeli jesteś przygotowana na regularną pracę, czasami trudną i nieprzyjemną (ale z reguły ciekawą i pełną zaskakujących odkryć) oraz gotowa wziąć życie w swoje własne ręce i przejąć za nie odpowiedzialność – gwarantuję Ci, że osiągnięcie początkowo założonego celu będzie tylko efektem ubocznym. Ponieważ celem nadrzędnym zawsze będzie po prostu szczęśliwe życie.

Zbuduj zaufanie.

Punktem pierwszym jest (kolejne delikatnie abstrakcyjne pojęcie) zbudowanie zaufania do siebie. Budowanie zaufania do siebie jest procesem podobnym do budowania zaufania w stosunku do innych ludzi i odbywa się najczęściej poprzez regularne dotrzymywanie słowa. I nie raz i nie dwa. Ale regularnie, systematycznie, wytrwale, z pełną konsekwencją. Swoim zachowaniem wysyłaj komunikat: „jestem ważna”.

Zrób kontrakt.

Żeby jednak w ogóle zacząć czegokolwiek dotrzymywać musimy sobie coś ustalić.

W coachingu, każdy proces powinien zaczynać się od zawarcia kontraktu klient – coach, który określa zasady współpracy oraz definiuje rodzaj odpowiedzialności leżącej po obu stronach.

Postawię nawet tezę, że zasady określające współpracę leżą u podstaw każdej dobrze funkcjonującej relacji. Czy jest to relacja klient – coach, trener – uczeń, klient – sprzedawca, mąż – żona i tak dalej, świadomość tego, na co się umawiamy jest niezwykle ważna i potrzebna.

Dzięki temu wiesz czy decyzje, które podejmujesz są właściwymi decyzjami. Czy są to decyzje faktycznie Twoje. Czy Twoja odpowiedzialność za własne życie i szczęście leży po właściwej stronie i czy równowaga dawanie – branie jest zachowana. Wyobrażasz sobie zacząć pracę w jakimkolwiek miejscu bez ustalenia zasad współpracy? Twoich obowiązków? Wynagrodzenia? W związkach nie jest to do końca tak oczywiste, ale jednak kontrakt małżeński (lub przysięga) określa dosyć dokładnie „w zdrowiu i w chorobie, kochać się i szanować”. A może sięgając pamięcią do jakiejś nieudanej relacji przypomnisz sobie głos w głowie krzyczący: „O nie! Na to ja się nie umawiałam!” – ja z pewnością mam za sobą takie doświadczenia. Jest jeszcze jeden powód, dla którego stosowanie się do pewnych, wcześniej ustalonych reguł jest dla nas korzystne – dzięki nim unikamy konieczności ponownego podejmowania decyzji przy okazji wyrabiając sobie nawyk.

Czerpiąc ogromną inspirację z tego aktu „umawiania się na coś” poddałam refleksji zasady mojej własnej współpracy z życiem i stworzyłam taki oto kontrakt:

  1. Żyj odpowiedzialnie.
  2. Naucz się akceptować to, czego nie możesz zmienić.
  3. Nie jesteś swoimi myślami.
  4. Emocje są cennym drogowskazem. Wysłuchuj ich jak dobrego przyjaciela ale nie pozwól by kierowały Twoim życiem.
  5. Kochaj.

Twoje zadanie.

W tym miejscu chcę Cię gorąco zachęcić do stworzenia dla siebie takiego kontraktu. Oczywiście możesz się zainspirować i „pożyczyć” któryś (lub kilka) puntów z mojej listy. O czym dokładnie mówią te punkty opowiem w kolejnych postach (są one bowiem jednocześnie podstawą szczęśliwego życia).

Najważniejsze jednak aby taki kontrakt sobie zrobić. To Twoje pierwsze zadanie. Nie musi być na zawsze, bez możliwości edycji i super na poważnie. Niech będzie po prostu twój.

Znajdź sobie trochę czasu i zastanów się na jakich zasadach chciałabyś żyć. Wyobrażam sobie, że możesz z tego nawet uczynić pewnego rodzaju rytuał. Wykorzystać piękną papeterię, oprawić i powiesić na ścianie, zapalić świeczkę z intencją albo posadzić kwiat symbolizujący złożenie sobie pierwszej ważnej obietnicy.

Możesz oczywiście tego nie robić, ale wtedy wiadomo – nic się nie zmieni 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *